• Wpisów:10
  • Średnio co: 208 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 20:48
  • Licznik odwiedzin:24 719 / 2289 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

8

Opowiedziałam jej o tym, jak poznałam Bruno w barze, jak byliśmy na plaży, i o tym, jak napadła na nas jego była dziewczyna.
-Przypomnij mi jeszcze raz, jak ona ma na imię.
-Chanel.
-Chanel i Bruno. Hmm – zastanawiała się chwilę. – O kurcze, chyba wiem, kto to jest. Ten cały Bruno to nie kto inny, jak Bruno Mars – prawie wykrzyczała mi to w twarz. – On kiedyś chodził z tą całą Chanel, ale im się nie układało i zerwał z nią.
-Jaki Bruno Mars? I skąd ty to wiesz? – spytałam zdziwiona.
-No nie mów mi, że nie znasz tego gościa, co śpiewa z B.o.B tą piosenkę „Nothin’ on You”.
-Coś kojarzę, ale jesteś pewna, że to on? – zapytałam niedowierzając jej słowom.
-Na 100% jestem pewna, że to on. Chanel, Hawaje i jego wygląd. Wszystko się zgadza – uśmiechnęła się do mnie. – Spodobałaś się mega przystojniakowi i do tego gwieździe. Musisz mnie z nim poznać – obie zaczęłyśmy się śmiać. Spojrzałam na zegarek.
-Pomożesz mi wybrać jakieś ładne ubrania? Mam się dzisiaj z nim spotkać i nie wiem, co na siebie włożyć.
-Nie ma sprawy – podeszła do szafy i zaczęła ją przeglądać. Po pół godzinie szukania i przymiarek usiadłyśmy zrezygnowane na łóżku.
-Słuchaj, mam pomysł. Nasze mamy i tak idą na zakupy, więc możemy pojechać z nimi i coś sobie kupimy.
-No, masz rację. I od razu znajdziesz coś wystrzałowego na swoją randkę – Jasmine uśmiechnęła się do mnie cwaniacko.
-Ej, ja nie idę na randkę, tylko idę się z nim spotkać.
-No to mówię przecież – wystawiłam jej język. Zeszłyśmy razem na dół.
-My jedziemy do galerii. Chcecie się z nami zabrać? – spytała mama.
-No właśnie miałyśmy się was pytać o której się wybieracie.
-To wsiadajcie do mojego samochodu – powiedziała ciocia Grace. Po jakimś czasie byłyśmy na miejscu. Od razu zaczęłyśmy poszukiwania. Razem z Jasmine obeszłyśmy całą galerię w prawie dwie godziny. Ona kupiła sobie szpilki w kolorze beżowym i granatową marynarkę z trzy czwartym rękawem, a ja ognistą czerwoną sukienkę z falbankami i słomiany kapelusz. Z Jasmine spędziłam cudowne chwile w życiu. Odkąd pamiętam zawsze dobrze się rozumiałyśmy i wspierałyśmy. Ona była i nadal jest dla mnie jak siostra. Chociaż nigdy nie miałam takiej prawdziwej, ona mi w zupełności wystarcza. Zostawiłyśmy nasze mamy w centrum i pojechałyśmy do domu taksówką. Było już prawie południe. Niedługo miałam być u Bruna. Ubrana już w nowo kupioną sukienkę i czarne szpilki malowałam się w łazience.
-Wyglądasz cudownie – powiedziała, gdy wyszłam już gotowa. – Masz jeszcze to – podała mi swoje okulary. – Będą ci pasować.
-Dzięki – założyłam je na głowę po czym dałam jej całusa w policzek. – Ja już muszę iść. Dasz sobie radę?
-No pewnie, nie martw się. Teraz nie zaprzątaj sobie głowy mną, tylko swoim Brunem – uśmiechnęła się. Zeszłyśmy po schodach i wyszłam z domu. Mama i ciocia wychodziły właśnie z samochodu.
-Kochanie, jak ty pięknie wyglądasz – powiedziała ciocia.
-Dziękuję. Ja już idę do Bruna – pożegnałam się z mamą i ciocią poprzez całusa w policzek jednej i drugiej.
-To jej chłopak? – spytała ciocia mamę.
-Można by tak powiedzieć. Bo wiesz, spotkała go w klubie... – oddaliłam się od kobiet na tyle, że nie słyszałam już ich rozmowy. Po dwudziestu minutach stałam po domem Bruna. Przez chwilę się wahałam, ale wzięłam kilka głębokich oddechów i nacisnęłam dzwonek do drzwi. Otworzyła mi kobieta w długich ciemnych włosach i czekoladowych oczach. Patrzyłam na nią, a ona od razu się uśmiechnęła.

-Ty musisz być Natalie – mówiła uśmiechając się. – Wejdź proszę – otworzyła mi drzwi. – Jestem Tahiti, siostra Bruna. Dużo mi o tobie opowiadał. Musisz być wspaniałą dziewczyną skoro on tak długo się przygotowuje – roześmiała się lekko. – Bruno! Ktoś do ciebie przyszedł! – krzyknęła, a po chwili ze schodów zbiegał już Bruno.
-Hej – powiedział, gdy tylko mnie zobaczył.
-Cześć – dał mi całusa w policzek.
-Ślicznie wyglądasz – uśmiechnął się.
-Ty też nie najgorzej.
-Cześć Tahiti. Gdyby Phil przyszedł, to powiedz, że mnie nie ma.
-No bo cię nie będzie, prawda? – roześmialiśmy się we troje. Tahiti zmierzwiła włosy bratu. – Idź już, no.
-No to cześć – wyszliśmy z domu.
-To gdzie dzisiaj mnie zabierasz? – spytałam, gdy tylko zamknęły się za nami drzwi.
-Zobaczysz – otworzył mi drzwi do swojego samochodu. – Zapraszam – gdy wsiadłam, on obiegł samochód dookoła i usadowił się obok mnie. Przekręcił kluczyki i ruszyliśmy. Teraz, gdy prowadził mogłam mu się przyglądać dowoli. Miał na głowie jasnobrązowy kapelusz, a ubrany był w czerwoną koszulę w kratkę. Skupiony był na drodze. Wydał mi się zabawny, gdy tak patrzył przed siebie, więc zaśmiałam się cicho.
-Co cię rozbawiło? – spytał z uśmiechem.
-W sumie to ty.
-Czy ja zrobiłem coś zabawnego?
-No nie, ale i tak jesteś śmieszny – uśmiechnęłam się.
-Ja śmieszny? Niee. Na pewno nie – mówił to dziwnie akcentując wyrazy co sprawiło, że roześmiałam się jeszcze bardziej.
-Dojechaliśmy – powiedział zatrzymując samochód na parkingu. Zanim zdążyłam uporać się z pasami, on już otwierał moje drzwi.
-Szybki jesteś – powiedziałam, gdy podał mi swoją dłoń.
-No nie we wszystkim – uśmiechnął się pomagając mi wysiąść. Podszedł do bagażnika i wyjął z niego koc i koszyk.
-Piknik?
-Myślałem, że to dobry pomysł. Tahiti mówiła, że dziewczyny lubią pikniki – zamknął klapę bagażnika i podszedł do mnie.
-Ja uwielbiam pikniki. Twoja siostra miała rację – Bruno rozłożył koc na trawie niedaleko pojazdu. Był wystarczająco duży, żeby pomieścić nas oboje i jeszcze jedną osobę. Usiedliśmy i zaczęliśmy wyjmować jedzenie z kosza. Były tam kanapki, owoce i trochę słodyczy. Zaczęliśmy od jedzenia kanapek.
-Mmm, pyszne – mówiłam gryząc jedną.
-Siostry mi pomogły zrobić.
-A ile masz sióstr – spytałam, biorąc kolejną.
-Oprócz Tahiti jest jeszcze Tiara i Jaime. No i mam jeszcze brata Erica. A ty masz jakieś rodzeństwo? – zapytał przełykając kęsa.
-Miałam – odpowiedziałam smutnie. – Tomy, mój brat, zmarł gdy miał pięć lat. Był chory... – urwałam. Czułam, że oczy mnie pieką. Nie chciałam, żeby Bruno zobaczył, że płaczę, więc tylko uśmiechnęłam się do niego sztucznie. – Mój ojciec nas zostawił, gdy dowiedział się, że on jest chory. Nie pomógł nam. Musiałyśmy same sobie radzić – westchnęłam. – Ale co się stało, to się nie odstanie. – siedzieliśmy w milczeniu. Po pewnym czasie Bruno się odezwał.
-Słuchaj. Przenosimy się w inne miejsce – wstaliśmy i zaczęliśmy pakować jedzenie z powrotem do koszyka. Złożyłam koc i ruszyłam w stronę auta. Na moje nieszczęście potknęłam się o wystający kamień i upadłabym na ziemię, gdyby nie szybka reakcja Bruna. Rzucił kosz i złapał mnie prawie w ostatniej chwili. Kolanami byłam oparta o piasek, a moje ręce spoczywały na jego udach. Wpatrywałam się w jego oczy bez opamiętania. Po chwili speszona wstałam i dodałam ze śmiechem.
-Mówiłam, że jesteś szybki. I już drugi raz uratowałeś mnie.
-Nie musisz mi dziękować. Wystarczy, że dasz mi buzi.
-Chciałbyś – roześmiałam się.
-Jak ty mi nie chcesz dać, to ja ci dam – przysunął się do mojego policzka. Chciałam protestować i pokręciłam głową, gdy jego twarz była milimetry od mojej. Ku mojemu zdziwieniu nie natrafił na policzek, a na moje usta. Nasze wargi złączyły się w pocałunek. Zamknęłam oczy dając ponieść się chwili.
 

 
No i oto kolejny odcinek. Hope u like it.

W tej chwili pojawiła się przed nami dziewczyna. Miała krótkie ciemno brązowe włosy i brązowe oczy, karnację miała podobną do Bruna. Była naprawdę ładna. Ubrana była w żółtą bluzkę z głębokim dekoltem, na którym widniał długi naszyjnik. Wyglądała na wściekłą.
-Chanel? Co ty tu robisz? – spytał zmieszany.
-Co ja tu robię? Ty mi lepiej powiedz, co ty tu robisz z tą ... – spojrzała na mnie i obejrzała od stóp do głów. Przez ułamek sekundy poczułam, że żywię do niej jakąś urazę. Jednak to uczucie minęło tak szybko, jak się pojawiło. – z tą ździrą – no nie, przegięła. Teraz już byłam pewna, że ją nienawidzę. Energicznie podeszłam do niej lecz Bruno w ostatniej chwili zasłonił mnie ramieniem.
-Stój. Nie warto – zwrócił się do mnie – Jak śmiesz tak nazywać moją dziewczynę? – ze zdziwienia otworzyłam lekko usta, lecz od razu je zamknęłam. – Pogódź się z tym, że już nie jestem z tobą. Nie kocham cię już. To koniec, rozumiesz? Jesteśmy szczęśliwi, nie widzisz?– Bruno objął mnie ramieniem, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam.
-Żebyś potem nie żałował – odwróciła się na pięcie i ruszyła szybkim krokiem w stronę chodnika.
-Na pewno nie będę – staliśmy jeszcze przez chwilę objęci, gdy nagle oprzytomniałam.
-Kto to był? I dlaczego ona tak na mnie naskoczyła? Przecież ja jej nic nie zrobiłam.
-To moja eks. Gdy tylko widzi mnie z inną dziewczyną jest zazdrosna. Jakbym nadal z nią był. Ja jej nie wypominam, że spotyka się z jakimiś chłopakami – wzruszył ramionami – Przepraszam cię za nią.
-Nie przepraszaj, to nie twoja wina. Ale wracajmy już do domu, bo robi się chłodno – pocierałam dłońmi o ramiona.
-Gdzie moje maniery. Proszę – zdjął z siebie dżinsową kurtkę i okrył mnie nią.
-Dziękuję – powiedziałam, gdy nadal trzymał ręce na moich ramionach – Możesz już je wziąć
-A co, nie podoba ci się? – zaśmialiśmy się oboje. Gdy byliśmy już pod domem było ciemno.
-Zjesz z nami kolację? – zdejmowałam z siebie buty patrząc wyczekująco na chłopaka.
-Nie, dzisiaj nie mogę. Może następnym razem. Muszę jeszcze wpaść do mojej kuzynki Presley. Nie będziesz mi miała tego za złe, że odmówię tak pięknej kobiecie? – Bruno zrobił cwany uśmieszek na co zareagowałam śmiechem.
-Nie, pewnie, że nie. Rodzina jest najważniejsza – uśmiechnęłam się porozumiewawczo.
-To do zobaczenia – powiedział po czym pocałował mnie w policzek.
-Do zobaczenia – pomachałam mu zamykając za nim drzwi.
-I jak było – zapytała mama, która wychyliła się z salonu.
-Poza tym, że napadła nas jego zazdrosna była, to było całkiem miło. Bruno to całkiem fajny chłopak, lubię przebywać w jego towarzystwie – uśmiechnęłam się do rodzicielki.
-Ale ty jesteś szybka, dziewczyno. Dopiero wczoraj go poznałaś, a już chcesz z nim spędzać każdą wolną chwilę.
-Wcale tak nie powiedziałam.
-Ale to widać – mama uśmiechnęła się do mnie.
-Oh mamuś, jak ty mnie dobrze znasz. Ja idę wziąć prysznic i spać, bo jestem padnięta. Dobranoc – podeszłam i pocałowałam ją w czoło.
-Dobranoc skarbie. Miłych snów.
-Nawzajem – dorzuciłam i podreptałam na piętro. Wzięłam szybki prysznic po czym zmęczona weszłam pod cienką kołdrę. Jeszcze przez chwilę nie mogłam zasnąć, ponieważ cały czas miałam przed oczami Bruna obejmującego mnie i uśmiechającego się cwaniacko do Chanel. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Zamknęłam oczy i od razu zasnęłam.

Otworzyłam leniwie oczy. Promyki słońca padały na moją twarz łaskocząc mnie mile. Podniosłam się do pozycji siedzącej i przeciągnęłam się unosząc ręce do góry. Mimowolnie ziewnęłam. Zapowiadał się całkiem przyjemny dzień, pomyślałam. Powoli wstałam i zarzuciłam na siebie satynowy szlafrok. Zeszłam na dół i weszłam do kuchni. Mama jak zwykle szykowała śniadanie dla nas. Powoli i bezszelestnie zaszłam ją od tyłu. Gdy chciałam ją przytulić, odezwała się.
-Nawet nie próbuj – usłyszałam śmiech w jej głosie.
-Ale skąd...?
-Nigdy nie umiałaś chodzić cicho – odwróciła się po czym podeszła do stołu i położyła na nim talerze z jajecznicą. – No siadaj, bo wystygnie – ze zdziwioną miną usiadłam naprzeciw niej.
-Masz jakieś plany na dzisiaj? – spytała.
-Nie wiem, może pójdę spotkać się z Brunem. Obiecałam mu, że się dzisiaj zobaczymy. A ty, co robisz?
-Myślałam, że wybiorę się na zakupy z Grace, bo ma dzisiaj wolne. Pamiętasz jeszcze Grace, prawda? – na te słowa uśmiechnęłam się. Jakbym mogła zapomnieć o mojej ukochanej cioci.
-A jak tam Jasmine? Zmieniła się coś?
-Sama się przekonasz – powiedziała z cwaniackim uśmiechem.
-Co? Przyjdą tutaj? – momentalnie ożywiłam się. Po chwili zadźwięczał dzwonek do drzwi. Energicznie wstałam i pobiegłam otworzyć. Zobaczyłam dwie osoby stojące na progu. Obydwie kobiety miały długie brązowe włosy i brązowe oczy oraz roześmiane twarze. Od razu rzuciłam się na szyję młodszej piszcząc w jej uszy.
-Jasmine! Jak ja cię dawno nie widziałam.
-Ja ciebie też kuzyneczko.
-Ciociu, jak ty młodo wyglądasz – zwróciłam się do starszej kobiety tuląc się do niej.
-A gdzie moja siostrzyczka? – spytała przechodząc przez próg i rozglądając się.
-Grace! – mama wyskoczyła z kuchni. Podbiegły do siebie i przytuliły się mocno – Ale ty młodo wyglądasz – roześmiały się obie.
-Nie przesadzaj, zawsze chciałam wyglądać tak młodo, jak ty.
-No i udało ci się – znów się roześmiały. Złapałam Jasmine za rękę i poszłyśmy do mojego pokoju. Mama z ciocią zostały w salonie.
-Wow, ale masz duży pokój. Zazdroszczę. I cały dla siebie. Ty to masz szczęście – uśmiechnęła się siadając na łóżku. – Ale wygodne – wstała i znów usiadła przez co zaśmiałam się.
-Opowiadaj, co tam u ciebie – usiadłam obok niej. – Skończyłaś już studia?
-W końcu – odparła z triumfem po czym roześmiałyśmy się. – Podoba ci się tutaj?
-Jestem dopiero trzeci dzień, ale mogę stwierdzić, że jest po prostu cudownie. Nie to co w L.A. Tu jest spokojnie i cicho, a widoki są przepiękne – westchnęłam na myśl o wczorajszym spacerze po plaży z Brunem. – No i poznałam kogo niesamowitego.
-Tak? To wspaniale. Opowiadaj, jak go poznałaś – popatrzyła na mnie z entuzjazmem.
-A skąd wiesz, że to on?
-Nie potrafisz tego ukryć, za bardzo się cieszysz.
-Osz ty – szturchnęłam ją lekko w ramię.
-Auu – złapała się za nie.
-Przecież nawet nie bolało.
-No wiem – znowu zaczęłyśmy się śmiać. – To opowiadaj – powiedziała, gdy w końcu się uspokoiłyśmy.
 

 
No i tak jak obiecałam, odcinki są dwa razy dłuższe

Obudziłam się coś koło południa. Gdy tylko próbowałam wstać poczułam, że głowa mi zaraz eksploduje. Nie zważając na swój strój i wygląd powolnym krokiem ruszyłam na dół kurczowo trzymając się barierki. W kuchni zastałam mamę szykującą jakiś napój. Popatrzyła się na mnie i od razu uśmiechnęła.
-Masz – podała mi duży kubek z czymś w środku. Powąchałam i natychmiast odstawiłam spod nosa na bezpieczną odległość.
-Co to jest?
-Nie marudź tylko pij – popatrzyłam się na mamę robiąc przy tym dziwną minę. Od razu się zaśmiała – To pomaga na kaca.
-Ale ja nie mam kaca – próbowałam protestować, lecz od razu tego pożałowałam. Złapałam się za głowę i wydobyłam z siebie cichy jęk. Rodzicielka uśmiechnęła się jeszcze szerzej i przysunęła napój bliżej mnie. Zatkałam nos i jednym duszkiem wypiłam całą zawartość.
-A pamiętasz w ogóle co się wczoraj działo? – mama usiadła naprzeciw mnie.
-Pamiętam, że byłyśmy w jakimś klubie, że spotkałam jakiegoś chłopaka, że świetnie się z nim bawiłam, i że za dużo wypiłam – wyliczałam po kolei wszystkie zapamiętane rzeczy z ubiegłego wieczoru.
-Był naprawdę przystojny i taki miły. I dałaś mu swój adres. Podejrzewam, że wpadnie do nas dzisiaj. I jakbyś zapomniała to ma na imię Bruno – poszła po talerz z przygotowanymi, smacznie wyglądającymi, kolorowymi kanapkami. Zabrałyśmy się do jedzenia. Po posiłku wypiłam pół butelki wody mineralnej.
-Nie zamierzasz się ubrać w coś normalnego? – dopiero teraz uświadomiłam sobie, że od wczoraj jestem w sukience.
-Właśnie miałam taki zamiar – podeszłam do zmywarki, aby włożyć do niej naczynia.
-Ja sobie poradzę. Ty idź się przebierz – powoli weszłam po schodach na górę. Od razu po wejściu do pokoju skierowałam się do łazienki. Zmyłam makijaż po czym poszłam pod prysznic. Woda lejąca się na mnie była lekko chłodna. Tego mi właśnie było trzeba. Włosy zawinęłam w ręcznik i poszłam ubrać jakieś luźne ubrania. Zeszłam na dół z już suchą głową. Zastałam mamę siedzącą w salonie i wpatrującą się w ekran telewizora. Leciał jakiś film akcji. Usiadłam na kanapie obok niej. Po chwili do moich uszu dobiegł dźwięk dzwonka.
-Otworzę – wstałam po czym powoli podeszłam do drzwi. Tak jak myślałam, stał przed nimi poznany noc wcześniej chłopak.
-Hej. Jak tam po wczorajszym? – zapytał uśmiechając się.
-A dobrze. Wejdziesz? – otworzyłam szerzej drzwi. Bruno przekroczył próg mojego domu. Miał na sobie białą bluzkę w paski, na to dżinsową kurtkę i czarne rurki. Na głowie miał czapkę z daszkiem. Zdjął swoje trampki i podążał za mną. Szłam do salonu, w którym znajdowała się rodzicielka.
-Dzień dobry – chłopak podszedł do mojej rodzicielki i pocałował jej dłoń.
-Dzień dobry Bruno. Jak tam po wczorajszej imprezie?
-Miałem lekkie problemy tuż po przebudzeniu, ale szybko się z nimi uporałem. Chociaż wolałbym nie pić znowu tego obrzydlistwa – Bruno na samą myśl skrzywił się.
-Ale pomogło, prawda?
-Oczywiście. To mi zawsze pomaga – szturchnęłam go lekko łokciem w żebra. – Au, za co?
-Nie pomagasz – roześmialiśmy się – A więc co chcesz robić? – spytałam, gdy już trochę ochłonęliśmy.
-Nie wiem, możemy skoczyć gdzieś na miasto. Znam parę dobrych miejsc.
-Okej. Daj mi pięć minutek. Tylko się przebiorę – ruszyłam żwawym krokiem do swojego pokoju. Ubrałam na siebie zwiewną sukienkę w kolorze bursztynowym, a do tego czarne balerinki i małą beżową torebkę. Zrobiłam lekki makijaż i wolnym krokiem szłam na dół.

Bruno stał rozmawiając z mamą. Gdy tylko mnie zobaczył uśmiechnął się.
-Pięknie wyglądasz.
-Dziękuję – podeszłam do mamy i dałam jej lekkiego całusa w policzek.
-Będziecie na obiedzie? – spytała zanim wyszliśmy.
-Chyba zjemy coś na mieście. Ale nie martw się, następnym razem na pewno zaproszę Bruna na twoje specjalności.
-Bawcie się dobrze – gdy tylko przekroczyliśmy próg Bruno zaczął się wygłupiać. Dobry humor przysłużył też i mi. Szliśmy ulicą głośno się śmiejąc. W pewnym momencie zatrąbił klakson samochodowy i obydwoje obróciliśmy się w stronę źródła dźwięku.
-Hernandez, stary. Jak ja cię dawno nie widziałem – chłopak siedzący w samochodzie miał czarne włosy sięgające mu do ramion, a na nosie spoczywały czarne okulary całkowicie zasłaniające jego oczy. Miał ciemniejszą karnację.
-Ryan brachu. Co ty tu robisz? – Bruno podszedł do auta i przywitał się z nim.
-No jak to co? Przyjechałem odwiedzić mojego przyjaciela. Ale widzę, że nie jesteś sam – nieznajomy spojrzał na mnie uśmiechając się.
-To jest Natalie. Natalie, to mój przyjaciel Ryan.
-Miło mi – powiedział, po czym pocałował wierzch mojej dłoni.
-Mi również.
-Od dawna jesteście razem? – Bruno lekko się speszył i patrząc na przyjaciela podrapał się po głowie. Ja zachichotałam cicho spoglądając na chłopaków.
-Dopiero wczoraj ją poznałem, ale jest bardzo fajna.
-No to spoko. A gdzie się wybieracie?
-Pomyślałem, że zabiorę ją gdzieś na miasto.
-Nuuudaaa – mówił Ryan przeciągając wyraz – Nie stać cię na coś bardziej oryginalnego? Co się z tobą stało? – kręcił głową na boki rozśmieszając mnie tym – Chodź tu bliżej – Bruno nachylił się, a chłopak zaczął coś szeptać mu do ucha. Po chwili obaj się uśmiechnęli.
-Wiem, gdzie możemy pójść. Chodź – powiedział Bruno otwierając mi drzwi do pojazdu. Sam usiadł obok kierowcy. Po paru minutach znaleźliśmy się na parkingu. Bruno pospiesznie wysiadł z samochodu i otworzył mi drzwi. Podał mi dłoń i pomógł wyjść. We trójkę skierowaliśmy się w stronę kilku palm. Podchodząc bliżej zauważyłam plażę. Ściągnęłam buty i złapałam je w dwa palce. Chłopaki zrobili to samo. Piasek przesypywał mi się pomiędzy palcami. Kochałam to uczucie. Kochałam plażę i morze. Co roku wyjeżdżałyśmy z mamą do rodziny, która mieszkała niedaleko morza. Teraz nie musiałyśmy, bo miałyśmy blisko. Słońce już powoli zachodziło, a my nadal szliśmy plażą.
-Wiecie co, ja spadam. Obiecałem jeszcze Presley, że do niej wpadnę. Mam nadzieję, że zobaczę cię u niej.
-Pewnie – chłopaki się pożegnali. Patrzyłam na odchodzącego Ryana.
-Jesteśmy na miejscu – powiedział z uśmiechem Bruno. Przed nami rozciągał się olbrzymi klif. Znajdowało się pod nim kilka ławek. Zmierzaliśmy w ich kierunku. Słońce już prawie schowało się za taflą wody. Usiadłam na jednej z ławek, Bruno zrobił to samo. Patrzyliśmy na piękne widoki przed nami.
-Podoba ci się?
-Tak – odpowiedziałam szeptem. Przysunął się do mnie i odgarnął włosy opadające na twarz za ucho. Popatrzyłam głęboko w jego oczy. Przybliżył swoją twarz do mojej. – Chyba powinniśmy już wracać – podniosłam się z ławki. Bruno złapał mnie lekko za nadgarstek.
-Poczekaj. Przepraszam – usiadłam z powrotem. Siedzieliśmy tak jeszcze długo, aż słońce nie zaszło całkowicie. Wracając plażą znów się wygłupialiśmy. W towarzystwie Bruna czułam się idealnie, jednak ta chwila nie mogła trwać wiecznie. Coś musiało się popsuć. Zawsze, gdy coś mi wychodzi, ktoś musi to zepsuć.
  • awatar ยรzคtкค :3: masz zamiar wydać? :> fajny blog i dodaję do ważnych. będę odwiedzać i śledzić najnowsze wpisy (oczywiście przy okazji komentując :D) życzę wytrwałości w pisaniu bo jest naprawde fajny :) Jeśli chcesz i mozesz to proszę, skoemtuj najnowszy wpis. To po prostu króciutka notka z dnia więc się nie naczytasz a mnie uszczęśliwisz ^^ http://uszatka13.pinger.pl/m/14484427/smaki-szkoly Tak więc jeszcze raz podziw dla bloga i do zobaczenia wkrótce bo będę wpadać :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Odcinki będą twa razy dłuższe, ale będą rzadziej. Podejrzewam, że będą raz w tygodniu. Może później, jak będę mieć czas, będą dwa razu w tygodniu. Na razie tyle powinno wystarczyć. Kolejny odcinek dodam jutro, najpóźniej w środę
 

 
Nie mam dużej liczby widzów, ale będę pisać dalej. Niestety nie miałam jak dodać odcinka, bo byłam u babci, a tam nie było komputera.
Tutaj też się ciekawie dzieje


Wypiliśmy znacznie więcej niż mogłam znieść.
-Ale tak na serio. Ty nie masz chłopaka? – Bruno był już kompletnie pijany, podobnie jak ja.
-No nie mam.
-Taka piękna dziewczyna, a się marnuje.
-Ostatni chłopak okazał się dupkiem. A ty nie masz dziewczyny?
-No nie mam.
-Taki piękny chłopak, a się marnuje – oboje wybuchliśmy niekontrolowanym śmiechem. Nie bawiłam się tak od czasu... nawet nie pamiętam, kiedy się tak dobrze bawiłam. Bruno był praktycznie jedyną osobą, przy której czułam się tak wspaniale – Wiesz co Bruno?
-Słucham cię kochana – przybliżył się do mnie.
-Ja się już chyba muszę ewakuować – powiedziałam szukając wzrokiem mamy, której nie widziałam od przyjścia do klubu. W końcu kobieta w długich włosach podeszła do baru.
-Tu jesteś. Szukałam cię i nigdzie nie mogłam cię znaleźć – była w lepszym stanie niż ja – A nie przedstawisz mnie swojemu koledze?
-Mamo, to jest Bruno. Bruno, to moja mama. I już się znacie.
-Dobry wieczór pani – chłopak pocałował dłoń mojej rodzicielki.
-Jaki miły. Nie masz już dość zabawy na dzisiaj? – zwróciła się do mnie.
-Już możemy jechać tylko chwileczkę – wyjęłam chusteczkę z mojej kopertówki i kredką do oczu napisałam na niej swój adres – Masz. To mój adres. Wpadnij do mnie, jak będziesz miał czas – podałam mu małe zawiniątko po czym nachyliłam się w jego stronę, aby się z nim pożegnać. Pocałowałam go w policzek i odwróciłam się gwałtownie. Niestety okazało się to błędem, gdyż moje wysokie obcasy mi nie służyły i po chwili runęłam do tyłu. Na szczęście prawie w ostatniej chwili Bruno złapał mnie. Pomógł mi wstać i razem we trójkę wyszliśmy na dwór. Nie było zimno, ale wiał lekki wiatr. Mama odeszła pod ścianę, aby zamówić taksówkę do domu, a Bruno okrył mnie swoją marynarką.
-Dziękuję – powiedziałam patrząc na niego.
-Oh, to drobiazg.
-Ale nie. Ja dziękuję za ten cudownie spędzony wieczór.
-Będzie ich więcej – Bruno wyciągnął paczkę papierosów – Palisz?
-Nigdy nie próbowałam – mówiłam uśmiechając się.
-To dzisiaj może być twój pierwszy raz – podał mi opakowanie. Wyciągnęłam jednego i przyłożyłam go do ust. Bruno w tym czasie wydobył zapalniczkę z drugiej kieszeni. Przybliżył ją zapaloną do mojego papierosa, a następnie do swojego. Po chwili podeszła mama.
-Taksówka powinna zaraz być. Ty palisz? – spytała zdziwiona. Ja w tym momencie zakrztusiłam się dymem.
-Spokojnie. Nie zaciągaj się tak mocno, bo się udusisz – znów wybuchliśmy śmiechem. Mama tylko stała obok i patrzyła na nas z politowaniem.
-Oj dzieci, dzieci. I oto co alkohol potrafi zrobić z ludźmi.
-Nie przesadzaj – powiedziałam pieszczotliwie lekko ją szturchając. Niedługo po tym przyjechał nasz transport. Oddałam Brunowi jego marynarkę i ostatni raz pożegnałam się z nim dając mu całusa w policzek. Po jakimś czasie dojechaliśmy do domu. Zaczynało już świtać. Od razu po przekroczeniu progu zdjęłam buty. Razem z mamą śmiejąc się głośno szłyśmy na górę po schodach. Byłam wykończona, nawet nie potrafiłam wyswobodzić się z sukienki. Opadłam bezwładnie na łóżko i od razu zasnęłam.
  • awatar Słodziak-z-niego: Taaaaaaaaakie krótkie :P No nie obraziłabym się, gdyby jeszcze więcej się działo. Tak więc próbuj, próbuj ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Tak, jak obiecałam, tutaj jest więcej akcji. Żeby wynagrodzić takie krótkie odcinki, powiem, że w następnym też się będzie działo


Gdy dojechaliśmy było już ciemno. Weszłyśmy do pierwszego lepszego klubu, który był na danej ulicy. Zaczęłam się rozglądać i nagle poczułam się spragniona. W drodze do baru zgubiłam rodzicielkę. Obróciłam się, żeby ją poszukać. Po chwili napotkałam wzrokiem kobietę flirtującą z młodszym mężczyzną. Uśmiechnęłam się pod nosem i podeszłam do baru.
-Poproszę whisky – zwróciłam się do kelnera siadając na skórzanym stołku barowym.
-Z lodem? – spytał niebieskooki szatyn ubrany w czarną kamizelkę założoną na białą koszulę.
-Jeśli można, to tak.
-Dla ciebie wszystko – uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech, po czym odwróciłam się na krzesełku. Sala była dosyć duża, a po obu stronach znajdowały się loże. Wystrój był specyficzny. Czarne ściany i czerwone dodatki, ale podobało mi się to. Nie zauważyłam nawet, gdy ktoś usiadł koło mnie. Uśmiechnął się po czym zawołał kelnera.
-Szkocką z lodem poproszę – powiedział niskim głosem. Przyglądałam się nieznajomemu siedzącemu obok. Nie był wysoki. Wyglądał na osobę w moim wieku. Miał piękne czekoladowe oczy i również czekoladowe krótkie włosy. Miał takie same loczki jak Tom. Mimowolnie się uśmiechnęłam.
-Hej, jestem Natalie – podałam mu swoją dłoń.
-Miło mi. Ja mam na imię Bruno – pocałował jej wierzch po czym, patrząc mi w oczy, uśmiechnął się. Także się uśmiechnęłam – Skąd jesteś?
-Pochodzę z Los Angeles, ale niedawno przeprowadziłam się tutaj, na Hawaje.
-Co cię skłoniło do takiej decyzji?
-Od dziecka chciałam tu mieszkać i jak widać, moje marzenie się spełniło – lekko się uśmiechnęłam. Zrobiłam łyk drinka. Od razu poczułam lekkie pieczenie w gardle. – A ty? Pochodzisz stąd?
-Tak. Tutaj mam swój rodzinny dom. Lecz zawsze chciałem mieszkać właśnie w L.A.
-Tam nie ma nic ciekawego. Ciągły ruch, hałas. Nie masz nawet chwili spokoju, nie to co tutaj. Mówi ci to osoba, która przez dwadzieścia cztery lata tam mieszkała – widziałam jak jego kąciki ust szybują ku górze.
-Dzięki za radę – odwrócił się w stronę parkietu. Była na nim zgromadzona dosyć spora gromadka ludzi – Zatańczysz?
-Nie wiem, czy to dobry pomysł. Nie jestem dobra w te klocki.
-Oh daj spokój. Ja też nie za bardzo umiem tańczyć. To co? – patrzył z nadzieją w moje błękitne tęczówki, wyciągając przy tym swoją dłoń w moją stronę.
-No niech ci będzie – podałam mu swoją po czym ruszyliśmy w stronę parkietu. Akurat zaczął się jakiś wolny. Bruno zarzucił moje ręce na swoją szyję, a po chwili chwycił mnie w pasie. Patrzyłam w jego piękne oczy, w których starałam się nie zakochać. A on patrzył na mnie z lekką nutką pożądania. Jego uśmiech był również zniewalający. W tej chwili czas przestał dla mnie grać jakąkolwiek rolę. Piosenka dobiegała końca, lecz my nadal kiwaliśmy się w rytm naszej muzyki, która była tylko w naszych głowach. Muzyka stała się szybsza i Bruno chwycił mnie za ręce. Obrócił mną wokół własnej osi, a następnie przyciągnął do siebie. Co chwilę ocieraliśmy się wzajemnie. Już nawet nie liczyłam, ile razem przetańczyliśmy. Uśmiechaliśmy się do siebie za każdym razem, gdy patrzyliśmy sobie w oczy. W pewnym momencie stwierdziłam, że moje nogi już więcej nie zniosą. Przekazałam tą informację chłopakowi i oboje podążyliśmy w stronę naszych siedzeń.
-Dwa razy whisky z lodem poproszę. – Bruno zamówił drinki u barmana, a po chwili napoje stały już przed nami – Za tą noc, w której poznałem piękną dziewczynę.
-I oby nigdy się nie skończyła – uśmiechnęliśmy się szeroko po czym stuknęliśmy się szklankami na znak wzniesionego toastu
 

 
To już trzeci odcinek. Trochę krótszy, bo miałam mniej czasu. Ale obiecuję, że w następnym będzie się więcej działo


Mama robiła kolację w naszej nowej kuchni. Już od salonu czułam zapach pysznych tostów i kawy z mielonych ziaren. Pokój w żółtym kolorze emanował ciepłem. Zaszłam mamę od tyłu i przytuliłam ją. Zobaczyłam uśmiech na jej rumianej twarzy.
-Już rozpakowałaś wszystkie kartony? – zapytała podając mi kubek gorącego napoju.
-Tak. Nareszcie. Myślałam, że już nigdy nie skończę – lekkie rozbawienie było słyszalne w moim głosie.
-A bardzo jesteś zmęczona? – usiadła naprzeciw z grzankami na dużym szklanym talerzu.
-Niespecjalnie. A masz jakąś propozycję na dzisiejszy wieczór?
-Tak. Poszłybyśmy może na miasto, gdzieś zabawić się. Chyba, że nie chcesz.
-No co ty mamo. Przecież wiesz, że chcę– mówiłam z jedzeniem w buzi.
-Czyli co? Za pół godziny wychodzimy, tak?
-Oczywiście – prawie krzyknęłam z radości.
-No to jedz szybko i szykujemy się na wypad na miasto – lubiłam, gdy mama była szczęśliwa. Wtedy robiłyśmy różne szalone rzeczy jak Np. gdy osiem lat temu miałyśmy w ogródku basen i wskakiwałyśmy do niego razem z mamą i w pewnym momencie z basenu wylało się trochę za dużo wody i ochlapałyśmy listonosza. Nie mogłyśmy się przestać śmiać, a on biedny nie wiedział, jak ma wysuszyć listy. Pomogłyśmy mu to zrobić kilkoma suszarkami, ale niektórych się po prostu nie dało. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Rodzicielka jest dla mnie jak przyjaciółka. A jej wygląd jest zniewalający. Wiele kobiet w jej wieku chciałoby wyglądać tak jak ona. Wcale nie wygląda na swój wiek. Jest raczej jak dojrzała nastolatka. Nie ma praktycznie zmarszczek, a jej cera jest niemal nieskazitelna. Po zjedzeniu poszłyśmy na górę do swoich pokoi. Otworzyłam szybkim ruchem dużą szafę. Przez chwilę patrzyłam się bezczynnie, zaraz jednak zaczęłam czegoś szukać. I znalazłam. Mała czarna, lekko pobłyskująca z zamkiem z prawej strony. Do tego czarne szpilki i takiego samego koloru kopertówka. Będę wyglądać w tym ładnie, pomyślałam. Wzięłam szybki prysznic, aby się trochę orzeźwić. Pozwoliłam swobodnie opadać długim włosom. Szybko się ubrałam po czym zrobiłam makijaż. Po zakończonych przygotowaniach wyszłam z pokoju i zapukałam do mamy.
-Jeszcze chwilkę – usłyszałam w odpowiedzi. Zeszłam na dół i poszłam do kuchni napić się wody. Po chwili usłyszałam stukot butów. Wyglądała olśniewająco. Ubrana była w kawową sukienkę z kilkoma brylancikami sięgającą jej do kolan. Na nogach miała swoje Ulubione kremowe koturny i torebkę w kolorze écru na złotym łańcuszku. Jej fale swobodnie opadały na ramiona. Uśmiechnęła się, gdy mnie zobaczyła.
-Pięknie wyglądasz Lilly.
-Ty także mamo.
-Obie wyglądamy zniewalająco. A teraz chodź już, bo taksówka czeka – powiedziała po czym skierowałyśmy się w stronę drzwi – Ten wieczór należy do nas – ścisnęła moją dłoń, gdy szłyśmy w stronę pojazdu.
-Hawaje, nadchodzimy! – krzyknęłam podnosząc obie ręce do góry. Mama zrobiła to samo. Po chwili wsiadłyśmy do auta, a gdy byłyśmy już gotowe, kierowca ruszył we wskazane przez rodzicielkę miejsce.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nie wiem, czy wam się podobało. Jednakże dodam kolejny odcinek.

Tak, to był mój pokój. Ściany koloru fiołkowego, czyli takie, jakie lubię były zdobione moimi zdjęciami, począwszy od tych, jak miałam roczek, a skończywszy na tych, gdzie miałam osiemnaste urodziny. Przyglądałam się im uważniej, każdemu po kolei. I tutaj też jest balkon. Na szczęście. A do tego połączony z tym balkonem z drugiego pokoju. W sumie, to jest to jeden balkon.
-Lilly, i jak ci się podoba twój pokój? – spytała mama, która nagle pojawiła się obok mnie.
-Jest cudowny – wyszeptałam – Dziękuję – przytuliłam się do niej.
-Nie tak mocno, bo mnie udusisz – roześmiałyśmy się obie – A jak ci się podoba łazienka? – dopiero teraz zauważyłam jeszcze jedne drzwi na przeciwnej ścianie. Powoli podeszłam i uchyliłam je. Zielono mi, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Wokół było tak zielono, że czułam się, jakbym była na dworze. Ten dom chyba nie mógł być lepiej urządzony. Wiadomo, że za tym wszystkim stoi mama. Moja kochana mama. Tylko ona mi została. A co z moim ojcem? Hmm... był człowiekiem okropnym, nienawidziłam go. Gdy dowiedział się, że jego syn, a mój brat jest chory umysłowo, zostawił nas mówiąc, że to dla niego hańba żyć z kimś takim. Gdybym mogła, uderzyłabym go za to, co powiedział. No ale to był mój ojciec. A brat zmarł w wieku pięciu lat. Za długo się tym światem nie nacieszył. Odruchowo w oku zakręciła mi się łza. Natychmiast ją wytarłam, bo mama by się zmartwiła. Ona i tak to zauważyła.
-Co się stało? – zapytała smutnie.
-Nic mamo. To ze szczęścia – skłamałam, chociaż po części mówiłam prawdę. Rodzicielka wyszła, a ja zaczęłam się rozpakowywać. Nie przeszkadzało mi kilka kartonów na podłodze. Prawdę mówiąc lubiłam bałagan. Dziwne, jak na dwudziesto czterolatkę, co? Nie dla mnie. Do rozpakowania zostały mi tylko jeszcze dwa kartony, jeden z ubraniami, a drugi to ten, który przyniosłam z samochodu. Sama nawet nie wiem, co tam jest. Otworzyłam pudło i moim oczom ukazały się moje stare pluszaki z dzieciństwa. Dlaczego ja ich jeszcze nie wyrzuciłam? Sama nie wiem. Może jestem do nich za bardzo przywiązana. Przeglądałam każdą zabawkę z osobna odkładając ją na podłogę. Na samym dnie znalazłam mały, niebieski woreczek z brokatowymi gwiazdkami. Wiedziałam, co tam się znajduje. Chciałam jednak przypomnieć sobie jeszcze raz. Niespiesznie rozwiązałam sznurek, a zawartość wysypałam na dłoń. Były tam cztery naszyjniki. Pierwszy z już pociemniałej jarzębiny nawleczonej na sznurek – to od Toma – mojego małego braciszka. Obejrzałam go dokładnie. Starałam się powstrzymać łzy, które zbierały mi się w oczach. Tom miał równie ciemne włosy, jak ja i mama. Jego loczki były zabawne. Zawsze się nimi bawiłam, gdy przesiadywał mi na kolanach. A gdy dawałam mu całusy, robił takie śmieszne miny. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Drugi był od Vicky – mojej byłej przyjaciółki. Srebrny łańcuszek z zawieszką w kształcie połówki serca. Ona miała drugą część. Przypomniały mi się czasy, gdy byłyśmy nierozłączne, wszystko robiłyśmy razem. Poznałam ją w przedszkolu, a potem się okazało, że mieszkamy naprzeciwko siebie, bo niedawno się przeprowadziła. Chodziłyśmy do tej samej klasy w szkole średniej. Wydawało się, że nie można sobie wymarzyć lepszej przyjaciółki. Jednak się myliłam. Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. Stałam u Matta, mojego ukochanego chłopaka, przed drzwiami. Otworzyłam kluczami, które sam mi dał. Chciałam mu zrobić niespodziankę, gdyż niedługo miał mieć urodziny. Już w progu usłyszałam jakieś dźwięki. Pomyślałam, ze zostawił włączony film i gdzieś poszedł, jak to on. Lecz niestety, pomyliłam się. Gdy tylko doszłam do źródła owych dźwięków, czyli do jego pokoju, przez niedomknięte drzwi zobaczyłam ich razem w łóżku. To była moja najlepsza przyjaciółka i mój chłopak. Przez chwilę stałam tak, nie wiedząc, co robić. Łzy mimowolnie zaczęły mi napływać do oczu. Zakryłam ręką usta. Dopiero teraz mnie zauważył i spojrzał zaskoczony.
-Kochanie, to nie tak, jak myślisz. My tylko... – nie usłyszałam co dalej, bo wybiegłam. My? Jakie my? Czyli oni... Nawet nie przechodziło mi to przez myśl. Ścisnęłam mocniej łańcuszek. Po chwili odłożyłam obok tamtego. Kolejny z czarnym oczkiem był właśnie od Matta. Jak ja mogłam być taka ślepa? Zakochana w nim po uszy nie widziałam, jak Vicky się do niego przylepia. Boże, jaka ja byłam głupia. Nie chciałam go nawet dłużej oglądać. Wyciągnęłam ostatni. Od kogo on był? Nie mogłam sobie przypomnieć. Mała nutka z diamencikiem w środku. Kogoś mi to przypominało, tylko kogo? Już wiem. Damian, ten muzykalny chłopak. Chodziliśmy razem do szkoły. Uśmiechnęłam się do siebie. To on się we mnie zakochał i napisał dla mnie piosenkę. Na początku myślałam, że to tandeta, ale potem mi się spodobała. Nauczył mnie nawet grać ją na gitarze. A potem pojawił się Matt. No właśnie, gdzie moja gitara? Muszę się zapytać mamy. Włożyłam pluszaki z powrotem do pudełka, a łańcuszki do woreczka, który schowałam do skrzynki ze skarbami. Wszystkie ubrania schowałam do dużej orzechowej szafy. Po rozpakowaniu wszystkich rzeczy, co zajęło mi prawie trzy godziny, zeszłam na dół.
  • awatar Słodziak-z-niego: Bardzo fajnie, naprawdę mi się podoba i jestem ciekawa dalszego ciągu i momentu gdzie wkroczy Bruu :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Od razu dodaję pierwszy odcinek. Mam nadzieję, że wam się spodoba. No to miłego czytania .

-Lilly, szybko, bo się spóźnimy – mama chodziła w pośpiechu po domu.
-Już idę – odkrzyknęłam ze swojego pokoju znajdującego się na piętrze. Jeszcze tylko ostatni raz spojrzałam dookoła siebie i zamknęłam za sobą drzwi. Tak, wyprowadzamy się. Z ruchliwego L.A. na spokojne Hawaje. Marzyłam o tym od dziecka, a gdy moje marzenia miały się w końcu spełnić, byłam zdenerwowana. To normalne, bo opuszczam miejsce, w którym przeżyłam najlepsze czasy, poznałam swoją pierwszą miłość, miałam swoją najlepszą przyjaciółkę. Hawaje to moje drzwi na nowy, lepszy świat. Prawdę mówiąc, to jadę tam, żeby przeżyć coś w rodzaju przygody, lecz chcę też się w końcu ustatkować, założyć własną rodzinę. Myślę, że teraz najlepszy na to czas. Dwadzieścia cztery lata to nie jest wcale tak mało. Lepiej teraz, niż zostać starą panną. Sama z siebie się zaśmiałam. Wsiadłam do samochodu mamy i ruszyłyśmy. Byłam tak bardzo zmęczona pakowaniem rzeczy do kartonów przez prawie pół nocy, że po paru minutach zasnęłam. Śniło mi się, że jestem już na Hawajach i zmierzam do jakiegoś klubu. Po wejściu do niego usłyszałam swoją ulubioną piosenkę Justina Timberlake – What goes around comes around. Podeszłam do baru w celu napicia się jakiegoś drinka i wtedy zauważyłam, że koło mnie usiadł chłopak. Mimo ciemności panującej w pomieszczeniu widziałam go doskonale. Patrzył się w jeden punkt, zamyślony. Po chwili spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
-Hej, jestem Natalie, a ty? – spytałam podając mu rękę.
-Mam na imię ….
-Lilly, już dojechaliśmy – głos mamy wyrwał mnie ze snu – Wysiadaj.
-Dobrze, już wychodzę – niechętnie odpięłam pasy i otworzyłam drzwi. Lekki powiew ciepłego wiatru orzeźwił mnie natychmiast. Wiosna – moja ulubiona pora roku. Mimo deszczy, o tej porze roku czuję się najlepiej. Wyjęłam z bagażnika ostatnie kartony i ruszyłam w stronę domu. Stanęłam tuż przed dużymi, kasztanowymi drzwiami. Niepewnie otworzyłam je kluczem, który przed chwilą podała mi mama i przeszłam przez próg. Moim oczom ukazał się długi, beżowy korytarz. Przeszłam kilka kroków mijając kuchnię po prawej stronie. Kątem oka zauważyłam, że jest ona koloru żółtego. Mijałam jeszcze drzwi po lewej stronie, lecz nie wiedziałam, do jakiego pomieszczenia prowadzą, gdyż były zamknięte. Później sprawdzę, co tam się znajduje. Położyłam karton w dużym, pomarańczowym salonie, niedaleko schodów prowadzących na piętro. Podejrzewam, że znajduje się tam mój pokój. Rozejrzałam się niepewnie po wnętrzu. Ten dom wydawał się taki ogromny, w porównaniu do naszego poprzedniego.
-Idź śmiało i poszukaj swojego pokoju – mama uśmiechnęła się do mnie. Szybko weszłam na górę. Tym razem był mały korytarz, lecz także beżowy. Otworzyłam pierwsze drzwi, po lewej. Pokój był w kolorze brzoskwini, takim, jak mama lubiła. Czyli to nie mój pokój. A szkoda, bo jest tu balkon. Zobaczyłam kolejne drzwi i zanim wyszłam otworzyłam je. Moim oczom ukazała się łazienka w kolorach ciemnobrązowych. Po chwili wyszłam z pokoju i poszłam w stronę kolejnych drzwi położonych na prawo od schodów. To niestety też nie mój pokój, bo jest koloru kawy z mlekiem. Otworzyłam drzwi balkonowe w celu zaczerpnięcia świeżego powietrza. Po chwili weszłam z powrotem do pomieszczenia. Wyszłam z niego i stanęłam przed ostatnimi drzwiami.
-To musi być mój pokój – powiedziałam do siebie po chwili zastanowienia, a następnie złapałam za klamkę i nacisnęłam ją.
 

 
Po pierwsze chciałabym się z wami wszystkimi przywitać.
Po drugie, chciałabym poinformować, że na tym blogu będę pisać opowiadanie o Bruno Marsie. Serdecznie wszystkich na nie zapraszam .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›